Wszystkie »

  • Wpisów:19
  • Średnio co: 63 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 17:50
  • Licznik odwiedzin:3 049 / 1271 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wczoraj fast. - 2 kg na wadze. Dwie (prawie) nieprzespane nocki. Popierdolone w głowie... Umarłam. Pokrójcie mnie. Sekcja zwłok wykaże, ze juz od dawna byłam martwa. Tak depresyjnie. :' dzisiaj z jedzeniem sie nawet dogaduje... W zasadzie lubię takie dni kiedy Anka ma niezły chumor i z żadka pozwoli coś zjeść jak człowiek. Czuje sie jak zombie. Grrrr fooooououod uuuuughhhhhh druauuuauugggs. I need Acid.
Dość nietypowy jest dzisiejszy stan mojego umysłu. Chyba napisze książkę. Ile razy juz zaczynałam...
  • awatar Cinderella x: Ja też wiele razy zaczynałam jednak szybko się poddawałam, tak wyszlo. Powodzenia!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wasa x2 38
tuńczyk 19
pasztet z soczewicy 28
Obiad 250
335 - 221 (dłuugi spacer) = 114 kcal ładnie
Dzisiejszy dzień spędziłam nie za trzeźwo... Kocham ten stan... jest mi chyba trochę za dobrze
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wujek wszystko zepsuł...
bilans:
jogurt - 50 kcal
wasa - 20 kcal
leczo - 200 kcal
owsianka z mlekiem - 300 kcal
czekolada (chyba pierwsza od 3 miesięcy) - 221 kcal
kanapka - 100 kcal
ruch: 202 kcal
suma: 689 kcal - nie ma tragedii... dawno w sumie tyle nie zjadłam, nawet nabrałam trochę energii do życia. Przynajmniej przestał mnie boleć żołądek.Czuję się okropnie nażarta.Już nie pamiętam kiedy ostatnio tyle zjadłam... Wyjątkowo nie mam sobie za złe. Chociaż przeraża mnie fakt, że waga prawie stoi w miejscu... chociaż i tak widać już malutki spadek: 47.1.
A tak poza tym ćpałam... nie ważne. Nie wiem nawet jak się z tym już czuję.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Żeby ukazać że nie jestem aż taka beznadziejna (głównie sobie ) pochwalę się paroma moimi grafikami. Może komuś się spodoba :3
http://anonimouscanipaddict.tumblr.com/
 

 
Bilans na dzisiaj:
waza z pasztetem z soczewicy (własnej roboty c 50 kcal
jogurt 50 kcal
trochę leczo 350 kcal
Gruszka 50 kcal
jogurt 50 kcal
spacer - 280 kcal
razem: 270 kcal

Jest dobrze. Dodatkowym plusem jest fakt, że dzisiejszy dzień mogę nazwać czystym. Wreszcie może usnę normalnie. Już nie mam siły płakać... czuję jakby na moich ramionach siedziały jakieś dwie istoty: jedna mówi "nie jedz" druga mówi "zadzwoń do dilera". Patowa sytuacja... sama sobie taką zafundowałam... A może po prostu było mi to pisane? Być anorekto-ćpuno-punkiem nie mogącym znaleźć sobie miejsca na tym świecie. Bez własnego miejsca na ziemi, bez rodziców którzy byliby faktycznie rodzicami... wolę nawet o tym wszystkim nie myśleć... czuję się dziwnie.

A tak już z innej nie depresyjnej beczki...
Trzymam kciuki za maturzystów <3
Wizja mojj matury w przyszłym roku mnie przeraża... szczególnie z matematyki jestem matmatycznie tępa ;_; umiem liczyć tylko kalorie :'
  • awatar ~Martynka Malinka~: szczery blog :) Zapraszam do mnie :) obserwuję :)
  • awatar Mysz Hoffman: @motena: Chodzę do terapełty od uzależnień. W psychiatryku też byłam z tego powodu... czasami myślę, że nic nie jest w stanie mi pomóc...
  • awatar motena: też mnie ciągnie do ćpania. Ale postanowiłam sobie ,że koniec z tym ,nie można sobie zmarnować życia na chwilę przyjemności. Musisz być silna ,a jak nie będziesz dawala rady to zgłoś się do jakiegoś psychologa ,albo powiedz to komuś ogarniętemu ,bo ciężko jest samemu . U mnie tylko znajomi wiedzą ;-;
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Bilans na dzisiaj:
Jogurt
trochę risotto
6 km rowerkiem

myślę, że zmieściłam się w 500 kcal
pod względem kalorii dzisiejszy dzień mogę uznać za udany. Szkoda, że tylko pod tym wględem...
...pieprzona feta. Kupiłam pół sztuki, zeżarłam z Myszką na pół. Jakiś dziwny ten towar... wywołuje we mnie trochę pokręcony nastrój. Na początku jest świetnie ale w miarę jak schodzi czuję się coraz dziwniej... nasila się deprecha i nerwica. Nie mogę na siebie patrzeć... na prawdę nie mogę. Robi mi się niedobrze na samą myśl. Po co ja to zrobiłam... niby nie ćpam już tak często ale mam dziwne dość pesymistyczne wrażenie, że "już tak często" należało by zamienić na "jeszcze tak często"... Nie chcę, żeby to znowu się zaczęło... a z drugiej strony czuję, że bardzo tego potrzebuję. Wręcz fizycznie tego potrzebuję. Im mniej jem, tym bardziej chce mi się ćpać... tak jakby każda głodna komórka mojego ciała łaknęła się czymś zapełnić - jeśli nie jedzeniem to narkotykami. To takie okropne... już nie potrafię sama sobie z tym radzić... a nawet nie mam z kim o tym porozmawiać...
  • awatar Kiniaxd: jogurt jeśli naturalny to szklanka 250g ma 150kcal a risotto w 300 409 kcal mogłaś troszke wystawać za 500
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Płaczę... nie mogę przestać płakać. Nigdzie nie pasuję, nigdzie mnie nie chcą... Jestem chodzącą porażką...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Byłam głupia... dziecinna... infantylna... przepraszam. Nie chcę aby ktoś odebrał mnie jako afiszującą się ćpaniem zafascynowaną pro aną małolatą bez żadnej wartości... Nie składam się wyłącznie z narkomanii i ed. Gram na saksofonie, punkuje, jestem wegetarianką od 8 lat, nie mam znajomych, nie mam nikogo, kocham rysować... chciałabym dostać się kiedyś na ASP. Nie potrafię w sobie odnaleźć żadnej wartości. Autodestrukcja i nienawiść do siebie to jedyne co mi pozostało. Przepraszam.
 

 
Dobry dzień
Bilans:
Jogurt naturalny - 116 kcal
risotto 250 g - 450 kcal
Rower - - 108 kcal
spacer - - 35 kcal
łącznie - 423 kcal <3 <3 <3
Jestem z siebie dumna <3
Dzisiaj już nic nie jem
 

 
Dzisiejszy dzień można uznać za całkowitą porażkę...
Joint spowodował nieziemskie, niekontrolowane gastro nawet nie będę pisać ile zjadłam... nie ćwiczyłam... nawet nie mogłam tego wyżygać, chociaż meczyłam się dobre pół godziny (bez przesady ) Jutro już na to nie mogę pozwolić. O 11 jadę do mojej Myszki. Na śniadanie jem jogurt. U Myszki wciągam kreskę/i. Jem odrobinę obiadu (żeby nikt mi nie powiedział, że nic nie jem)... I na tym koniec. Do tego od Myszki wracam rowerem (5km pod górkę) i ćwiczę przynajmniej 30 min. Koniec Hoffman. Miarka się przebrała. Trzeba się zabrać za swoją grubą dupę...
Czuję się jak śmieć...
 

 
Kanapka z masłem orzechowym i konfitura... Moja odwieczna nemesis. 217 kcal... Masakra. Ale na obiad na szczęście leczo ile leczo moze mieć kalorii?
  • awatar TO FAT!: Wszystko zalezy od porcji ;) lepiej zjesc taka kanapke rano niz wieczorem :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Masakra...
Bilans:
trochę (za dużo) krakersów ~ 150 kcal
1 łyżeczka masła orzechowego ~ 30 kcal
waza z serem białym i tuńczykiem ~ 100 kcal
kromka z serem białym i tuńczykiem ~ 200 kcal
5 pierogów ruskich ~ 320 kcal
kromka z jajkiem ~ 200 kcal

1000 kcal (dobrze liczę?)

+40 min ćwiczeń
+1 km przebyty z buta

Porażka wiem...

A mogło być tak pięknie...
I to jescze połowa po 19
Nie mogłam się powstrzymać. Nienawidzę tego... Jestem słaba. Beznadzieja... Nawet nie potrafię żygać. Zawsze miałam z tym problem. Czasami musiałam spędzić dobre 10 min żeby się udało... Chodząca porażka.
  • awatar LaaToya: Nie jest źle ale pamiętaj że jutro może być lepiej.
  • awatar anizokoria: Zawsze może być gorzej... np. tak jak u mnie. Ale jutro też jest dzień! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzisiaj klasycznie kanapka z jajkiem (trochę mniejsza niż wczoraj) druga dałam mojej myszce. Niech sie chłopak nażre. ważyłam sie dzisiaj rano... Waga bez zmian. Myślałam, ze się rozpłaczę. Myszka powiedział mi dzisiaj, ze mam strasznie kościsty dupę i powinnam trochę przytyć. W zasadzie to prawda... Ale zamiast przytyć mozna po prostu wyrobić mięśnie znacie jakieś ćwiczenia na seksowną malutką ale pełną pupę? Czy wymagam zbyt wiele?
Swoją droga macie tumblura? Insta? Polivore?

Insta: MouseOnAcid
Tumblr: MouseOnAcid
Polyvore: wiwera
Chętnie kogoś zazaobserwuje <3

  • awatar LaaToya: mój tumblr: latoyama.tumblr.com ;)
  • awatar TO FAT!: Przysiady i mel b na posladki :) filmiki z poprawnym wykonaniem sa na youtube ;)
  • awatar sawawa: przysiady i tylko przysiady:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Już po obiedzie... zjadłam małą miseczkę makaronu z pesto i z serem. Maks 300 kcal (głównie przez ser) ale z drugiej strony nie jestem nawet odrobinę głodna. W szkolę do mojego dzisiejszego bilansu dorzóciłam jeszcze średnich rozmiarów gruszkę. Cudownie. No prawie cudownie... Babcia dostała od jakiejś koleżanki dwa ciastka... Jedno dla mnie. Zabijcie mnie. Tarta z jabłkami w formie takiej pysznej spłaszczonej babeczki z kruchego ciasta... masakra... nie zjem, nie mogę. Ale z drógiej strony bardzo rzadko mam okazję zjeść coś słodkiego. A taka okazja może dłógo się nie powtórzyć... Najwyżej zjem pół a resztą uraczę piesła mej babci Maxa. Może dostanie nawet więcej niż pół Jak myślicie ile kalorii może mieć taka tarta?
  • awatar Mysz Hoffman: Chyba jej wcale dzisiaj nie zjem :) jest już po 19 więc jakiekolwiek jedzenie odpada... pozostawiam ten dylemat na jutro (może do jutra babcia zje obie :P)
  • awatar anizokoria: Tarta... dużo. Myślę, że ponad 300. Zjedz pół conajwyżej, postaraj się.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Szczerze mówiąc wszystko zaczęło się jeszcze w gimnazjum. Na początku była trawka, czasami feta... ale nie miałam pięniędzy a mój zmysł samodestrukcji intensywnie domagał się jakiejś fazy. Pojawiło się wię opium, opium, które nigdy mnie nie opuści... Nie miałam znajomych, przyjaciół, kolegów ani koleżanek. Nie miałam nikogo. MIałam tylko to ciepłe narkotyczne uczucie. Uczucie domowego ciepła, ciepła przyjaźni... Opium pomogło mi też opanować dystans jaki zawsze miałam do ludzi. Tą nieprzerwaną barierę niezrozumienia i inności. Wreście poczułam, że jestem coś warta, że jestem trochę jak inni, że jestem człowiekiem. Jakieś pół roku ciągów, skrętów, łez i przyjemności później poznałam swoich pierwszych w życiu przyjaciół. Moich dwóch panczaków. Zaczęły się czasy jabcoków. To było jakoś na początku 2 gimnazjum. Ale zaciekawienie alkoholem szybko mi przeszło a jego miejsce zajęła rozdąca się miłość do marihuany. <3 Wreszcie doceniłam krzaki które rosły zawsze w piwnicy ojca. Podkradałam ziele z pochowanych po całym domu słoików na potęgę. Ale niestety jak to już ze mną bywa ziele nawet w połączeniu z opium przestało mi wystarczać. W moim życiu pojawiła się amfetamina. Moi przyjaciele podzielali moją miłość do zielska ale fete ćpałam zawsze na własną rękę (a raczej na własny nosek ).

Początek 3 gimnazjum. Do tej pory pomieszkiwałam trochę u babci, trochę u ojca (razem z matką). Na początku 3 gim. jeśli dobrze pamiętam mieszkałam u ojca razem z matką. Urządzałam z moimi punkowymi braciszkami 3 dniowe posiedzenia. Było pięknie. Do naszej grupki dołączyła się Klaudia. Zakochana na zabój w jednym z moich przyjaciół Kacprze. W momencie kulminacyjnym naszej przyjaźni z Klaudią jej matka umarła na raka mózgu, pozostawiając po sobie całą apteczkę pełną morfiny i tramdolu. Wtedy też poznałam czym są syntetyczne opiaty. Z tego stanu opiatowej misiowatości ocknęłam się dopiero w sylwestra 2014 (albo 2013? czas nie jest moją mocną stroną ) kiedy pojechałam z moim punkowym przyjacielem Madkiem świętować nowy rok u jego dziewczyny poznanej przez internet o pseudonimie Jin. Tam wszystko się spierdoliło... przyjaźń się rozpadła. Zostałam z ostatnimi 20 zł, z rozładowanym telefonem i myślami samobójczymi. Noc spędziłam w końcu na Warszawskim squacie. Następnego dnia jakimś cudem udało mi się włąćzyć telefon i zadzwonić do dziadka. Dotarłam do domu. Domu? Jakiego domu? Dotarłam do miejsca, w którym mogłam spokojnie popłakać. To wydarzenie jest wyznacznikiem początku bardzo złych czasów. Czasów które można zatytuować "moja matka patologia".

Nie miałam własnych znajomych więc przykleiłam się do mojej matki, która okazała się zdecydowanie mniej święta niż zawsze myślałam... wystarczy powiedzień, że dzięki nie posmakowałam życia nocnych kilkudniowych, bezsennych imprez, poznałam dilerów i cały przekrój możliwej patologii. Bardzo odnajdowałam się w tym środowisku. Dzięki mojej matce poznałam też mojego obecnego chłopaka - Myszkę (Myszka! <3). Był jej przyjacielem, matka, co później potwierdziła, była w nim zakochana. Moja znajomość z nim szybko przeniosła się do łóżka. O Myszce należe powiedzieć jeszcze jedną rzecz: Myszka jest uzależniony od 7 lat (taka też jest różnica wieku między mną a nim) od amfetaminy (moja matka ma 20 letnie doświadczenie... ). W naszym związku nie było miłości. Czysty seks... czasami seks za narkotyki. Piepszyliśmy się jak króliki, bez zabezpieczeń... w ciążę nie zaszłam chyba tylko dlatego, że mój organizm był tak wyniszczony bezustannym ćpaniem, że ledwo trzymałam się na nogach.

Uciekłam z domu i razem z Myszką pojechałam na Wooda. Ale to już inna historia. W każdym bądź razie epizod ten skończył się 2 miesięcznym rozstaniem.

Jakoś w połowie 2014 przeprowadziłam się razem z matką na jej mieszkanie. Nienawidzę bloków. Przzyprawiają mnie o depresję. Nie mając już żadnych ograniczeń zaczęłam dawać z siebie wszystko. Opium zeszło na szczęście na 2 plan, na szczęście bo gdyby tak się nie stało możliwe, że nikt na pingerze nie zdążył by poznać mojej historii... Znowu byłam z moją Myszką. Robiłam burdy... czasami znikałam na tydzień, czasami goniłam moją matkę z nożem... Było źle. Coraz częściej odwiedzała nas policja. W końcu matka nie wytrzymała i wyrzóciła mnie do ojca. Resztę historii znacie...
To tak w większym skrócie.
  • awatar Mysz Hoffman: @LaaToya: mi nigdy nie przeszkadzało... Uwielbiam sie niszczyć <3 przeszkadza mi tylko fakt, ze każdego ranka moja pierwsza myślą jest opium... I przeszkadza mi świadomość, ze stracę wszystko i wszystkich jeśli do niego wrócę... Swoją droga muszę opublikować przepis na domowe opium pitne Myszy Hoffman :p
  • awatar LaaToya: @Mysz Hoffman: powinnam się przejąć tym że prawdopodobnie nigdy z tego nie wyjdę ale jakoś mi to nie przeszkadza ;d
  • awatar Mysz Hoffman: @LaaToya: Ta przygoda nigdy się nie kończy ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Napisanie jak to WSZYSTKO wyglądało zajęło by mi pewnie cały dzień... Wiec przedstawię moją historię w skrócie zaczynając trochę od środka.
Jakoś przed świętami Bożego narodzenia trafiłam do krakowskiego przybytku psychiatrycznego na ulicy Kopernika 21a. Trafiłam tam z 8 cm tygodniową już raną na nadgarstku i rozerwanym prawdopodobnie podczas wpierdolu od mojego ojca ścięgnie... Tak się złożyło, że w tym samym czasie, kiedy postanowiłam targnąć się na swoje życie po raz pierwszy w życiu mieszkałam sama z ojcem (po wyprowadźcie od matki ale to juz inna historia...), w tym samym czasie tez przyjechała z USA święta rodzina (czyli starzy mego starego ), która stwierdziła, ze jest ze mną beznadziejnie, masakrycznie, wstyd, malaria, patologia i trzeba cos z tym zrobic. Pominę juz historyjki typu babcia latająca za mną z włączona maszynka do strzyżenia krzycząca: zgodę ci to świństwo! (Mam irokeza)... Najgorsze zaczęło sie kiedy przyszłam naćpana (jak zawsze) i juz nie pamietam jakim sposobem wydało sie ze próbowałam sie zabić... Skończyło sie tygodniowym pozbawieniem wolności. Babcia chodziła ze mną do kibla, pod prysznic... Ktoś zawsze był ze mną w pokoju. A każda próba ucieczki kończyła sie wpierdolem od mojego ojca. (Lepiej nawet nie przytaczać szczegółów... Powiem tylko, ze ścięgno, juz wcześniej lekko nacięte ale nie przerwane, przerwało sie kiedy owijał wokół mojej ręki pas od samochodu, klęcząc na mnie całym ciężarem jego ciała w bagażniku samochodu...) w końcu babcia stwierdziła, ze w stanach by mi to jeszcze zaszyli. I pojechaliśmy do Krakowa na sor (bo w moim miasteczku na pewno nie zrobią tego dobrze). A z sory odesłali mnie do psychiatryka w którym stwierdzono u mnie ADHD, psychozę ponarkotykową i osobowość borderline (ED udało mi sie jakim cudem ukryć zwalając wszystko na narkotyki). W tym tez przybytku spędziłam 3 miesiące, łącznie ze świetami i sylwestrem... Wyszłam dopiero kiedy babcia ze strony matki zgodziła się, żebym z nią zamieszkała.
Tak sie rozpisałam a to moze 1/100 mojej opowieści.
Odpowiedz na pytanie @Empty Smile
  • awatar LaaToya: @Empty Smile: właśnie chciałam o to samo zapytać, widzę że bardzo dużo przeszłaś. powiesz nam jak to się wszystko zaczęło?
  • awatar Empty Smile: Kiedy zaczeły sie Twoje problemy z używkami? W jaki sposób? Współczuje Ci sytuacji, tego, że rodzice umyli ręce i tak naprawdę zostawili cię samą z problemami. Mam nadzieje, że sama kiedyś dasz rade ułożyć to wszystko i będziesz szczęśliwa. Poza tym, dziękuję, że wszystko tak dokładnie opisałaś :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Poległam juz na śniadaniu... Pieprzona kanapka z jajkiem... 230 kcal chociaż w sumie mam dzisiaj 9 lekcji. Tylko najgorszy spaślak tak by się usprawiedliwiał. Przydałby mi się ktoś, kto dał by mi w pysk kiedy spróbuję zjeść coś TAKIEGO... Dzisiejszy dzień zapowiada się na porażkę. W końcu czeka mnie jeszcze obiad... Byle nie przekroczyć maksymalnego limitu 1000 kcal. Aż taka beznadziejna chyba nie jestem.
  • awatar TO FAT!: Lepiej zjesc cos takiego rano zamiast na kolacje,bo masz pewnosc ze to spalisz :) dobrze jest ☺
  • awatar Empty Smile: 100g. takiego makaronu to ok. 200 kcal, zjesz małą porcję i ędzie pięknie. Dasz radę
  • awatar Mysz Hoffman: Masz w sumie racje... Ale i tak sie boje... Tym bardziej, ze na obiad jest moja najulubieńsza rzecz na świecie czyli makaron z pesto i z serem
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Coraz gorzej... Chce mi się płakać... Nie potrafię schudnąć... Nie potrafię wzbudzić zaufania jedynej osoby jaka mi dostała czyli mojej babci... Dzisiaj usłyszałam: nie prosiłam sie twojego ojca o pieniądze bo nie sądziłam ze będą mi potrzebne. Ale zabolało. Wszyscy postawili na mnie odgórnie krzyżyk. Noszę przeklęte znamię. Znamię upadku.
  • awatar Empty Smile: Jak to wszystko wyglądało? Wykopali cię z domu, czy co? Jesli tak, nie powinno być problemu z nałożeniem na nich alimentów
  • awatar Mysz Hoffman: Mieszkam z nią już 3 miesiące... i nie jest nawet odrobinę lepiej. Pozostaje mi tylko cierpliwość.
  • awatar Serce w przepaści marzeń...: W końcu Ci zaufa, na pewno. Poradzisz sobie z tym i udowodnisz babci że można Ci ufać... A jeśli się to nie powiedzie to zaczniesz od nowa wszystko, zmienisz trochę w swoim życiu i jakoś się ułoży
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Boję się. Boję się, że to że znowu ćpam wyjdzie na jaw... Że znowu nie będę miała domu... że znowu ana zafunduje mi bmi 14... Aż tyle schudnąć nie chcę. Przynajmniej na razie.
Bilans na dzisiaj:
Krem z buraków z ziemniakami 100g - ?
waza z serem białym i tuńczykiem - 50 kcal
2 gruszki
2 l płynów (chyba nawet więcej)

czuję się jak ostatni spaślak... miał być fast a jest jedno wielkie przetrawione kaloryczne gówno...

Babcia jest na mnie obrażona bo podobno mam powiększone źrenice... Kurwa nie tym razem babciu. Dzisiaj nic nie ćpałam. Joint się nie liczy.

Przydały by mi się jakieś pingerowe przyjaciółki... </3
  • awatar Serce w przepaści marzeń...: Hejo, powodzenia w prowadzeniu bloga! Wszytko będzie dobrze...
  • awatar Mysz Hoffman: Dziękuję. Nie mam innego wyboru niż jakoś sobie radzić... Mam okropne skłonności do samodestrukcji. ;-;
  • awatar Empty Smile: Też mam/miałam z tym problem, chyba jedyne co potrafię, to popadać w kolejne uzależnienia. Powodzenia w rodzeniu sobie z tym całym syfem
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›